Dużo drobnej dłubaniny i niezły efekt, czyli Chi-Ha - cześć III.
Na przestrzeni ostatniego tygodnia dłubałem sobie z doskoku różne detale, ale dziś zamknąłem pewien etap i jest o czym pisać. :)
Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego postu, udało się zamknąć kadłub. Nigdy nie zrozumiem, czemu instrukcje w wielu modelach sugerują, żeby najpierw przykleić wszystkie detale do obu połówek kadłuba, a dopiero w ostatnim kroku złożyć to do kupy. Pomysł iście idiotyczny! Bardzo łatwo byłoby coś urwać, trudniej docisnąć sklejane połówki, trudniej poprawiać niedoskonałości na łączeniach. Zrobiłem po swojemu, przyklejając tylko to, co naprawdę potrzeba.
Całkiem czołg już przypomina!
Czekałem trochę z tym zamknięciem, żeby się upewnić, że najpierw wykorzystam lepszy dostęp do niektórych miejsc. Projektant nie uwzględnił na przykład części zamykających od dołu sponsony. Profesjonaliści używają do takich celów plasticardu, ale ja gdzieś posiałem w mojej jaskini kawałek, który kiedyś kupiłem, więc do łatania użyłem sztywnego kartonu. I tak tego nie będzie widać, ale przynajmniej wiem, że mi nic nie będzie prześwitywać przez dziury. ;)
Następnie zająłem się szpachlowaniem szpar, które w niektórych miejscach są dość widoczne. Przednia płyta z wizjerem kierowcy i karabinem nie była idealnie spasowana. Po raz pierwszy użyłem do tego celu szpachlówki wodorozpuszczalnej Deluxe. Rewelacja! Trzy minuty i sprawa załatwiona. Żadnego szlifowania. Tylko nałożyć w szparę i nadmiar usunąć zwilżonym patyczkiem do uszu (którego podobno nie należy wkładać sobie do ucha).
Do tego typu uzupełnień środek idealny!
Jedną z pięt achillesowych zestawu są tłumiki. W oryginale wyglądają tak sobie. Przypomniało mi się jednak, że chyba miałem w kolekcji rzeczy, które kiedyś się przydadzą, fototrawiony zestaw waloryzacyjny. Kupiłem go chyba planując zakup modelu. Może nawet licytowałem model i ktoś mnie przebił... Kto to wie? Zestaw przeznaczony jest w prawdzie do wersji ze zmodernizowaną wieżą, ale większość detali jest i tak na kadłubie. Nie wiem czy będę miał odwagę bawić się w zamienianie klamek na paro milimetrowe blaszki, ale ażurowa obudowa tłumika wygląda zdecydowanie lepiej niż plastikowy element z zestawu. Nie jest to rozwiązanie idealne, bo tak naprawdę tłumik miał mniejszy przekrój i powinien być widoczny wewnątrz tej osłony. Ale na to przyjdzie czas w modelu Fine Molds, który grzecznie czeka w szafie.
W zasadzie skończyłem też sklejać wieżę. Brakuje tylko anteny poręczowej, ale przykleję ją na samym końcu, bo jest bardzo delikatna. Właz też nie jest jeszcze na stałe przyklejony. Waham się cały czas czy użyć figurki dowódcy, ale nie przekonuje mnie ona do końca i nie chcę żeby mi się prace nad tym modelem jakoś strasznie przeciągnęły. Mogę też zostawić właz na patafixie i zdecydować nawet po pomalowaniu modelu. Dokleiłem za to łoże armaty. Jak pisałem, było odlane razem z oryginalną plastikową lufą i trochę się trzeba było nastarać, żeby je ładnie odciąć. Bez piłki z żyletki raczej nie dałbym rady.
Lubię metalowe lufy. Wyglądają... poważniej. :)
Co dalej?
Zostało jeszcze trochę drobnicy do doklejenia, ale koniec coraz bliżej.
Zostało też kilka trudnych decyzji. Na przykład czy wymieniać żaluzje w klapie nad przedziałem silnikowym na blaszki. Trochę się boję, że polegnę. Wtedy trzeba będzie zrobić czołg w dżunglowym maskowaniu. :D




Komentarze
Prześlij komentarz