Chi-ha i jej kółka.

Stało się! Dobrze, że zastrzegłem w pierwszym poście wyjątek, bo właśnie nad nim rozpocząłem pracę. Miałem malować Goliathów do Necromundy, ale chwilowo mi się ta gra przejadła. Nie bardzo też miałem wenę na projekty z poprzedniego postu, więc skorzystałem z furtki w postaci podarowanego modelu. :) Jak już pisałem jest to szybkoskładalna Tamiya, więc nie przewidując problemów rzuciłem się w wir części podwozia.

Wyciąłem dużo kółek. Poniżej część już posklejana.

Podoklejałem też części zawieszenia do wanny. Liczba elementów minimalna jak na czołg w 1/35, a wygląda niczego sobie. Wyczytałem, że ten model zadebiutował w 1976 roku, a naprawdę nieźle się broni. 40 lat temu to musiało być słówkowane arcydzieło.

I przymiarka górnej części kadłuba. Będzie dobrze!

Muszę czym prędzej coś pokończyć, bo jak mam nie rozgrzebywać nowych modeli, jak w zapowiedziach takie cuda:


Komentarze

  1. Ta tankietka w skali 1/16 to Ci chyba z pół mieszkania zajmie. Sklejać, ale potem malować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej będzie malowane! :)
      A tankietka to straszy maluch, będzie wielkości Pantery w 1/35.
      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/81/M4-sherman-killer-kwajalein.gif

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zrodzony z chaosu, czyli skąd ten I-Go?

Stuartomania

Potrójne oszustwo, czyli Panzerkampfwagen III.