Potrójne oszustwo, czyli Panzerkampfwagen III.

-Co to za model robisz? Kiedy go kupiłeś?
-Noo jakieś trzy miesiące temu...
-A nie miałeś, przypadkiem, nie kupować już nowych modeli?
-Ale ja kupiłem czasopismo, a nie model...

***
Tym właśnie sposobem oszukałem Lubą i siebie. A trzecie z tytułowych oszustw?
Oszukałem Was, drodzy czytelnicy. Poniższego modelu nie było na liście tematów, nad którymi "wolno" mi pracować. Nie miałem takiego zamiaru, ale sam pchał się pod klej!
Ale po kolei: Jest to model z pierwszego numeru czasopisma World at War, skierowanego na rynki zachodnie, ale model jest produkcji polskiego IBG Models. W stopce czasopisma widnieje angielskie wydawnictwo oraz IBG, ale poziom angielskiego tekstu każe zdecydowanie sądzić, że nie pisał go Anglik ;D , więc bardzo możliwe, że całość powstaje w Polsce.  
Kupiłem z ciekawości jak wygląda efekt takiej międzynarodowej współpracy. Niemieckie czołgi nie są na pewno moim ulubionym modelarskim tematem, ale doświadczenia z innymi modelami IBG należały do tych przyjemnych, a i do skali 1:72 w pancerce, trochę dzięki nim, zacząłem się ostatnio przekonywać.

Model należy do nieco uproszczonych konstrukcyjnie. Kierowany jest do mniej hardkorowych modelarzy. ;) Nadaje się też do wargamingu. Układ jezdny odlany jest jako jeden element z gąsienicą, co znacząco przyspiesza montaż. Oczywiście jest to pewnie kompromis, ale moim zdaniem wygląda bardzo dobrze. Największy zarzut to identyczne ustawienie wszystkich kół jezdnych, co wygląda dość nienaturalnie. Wydaje mi się, że to naprawdę kwestia kilku kliknięć, żeby zaprojektować to inaczej.

Jak już dostałem pudełeczko w swoje ręce, to chciałem szybko spróbować jak do siebie pasują części. Wyciąłem kilka głównych i tak jakoś poleciało. Stał sobie panzer na parapecie koło biurka i jak padł na niego mój wzrok to dostawał kilka kolejnych części. I tym sposobem wepchnął się całkiem w kolejkę. ;)
Wczoraj miałem wieczorem trochę czasu, więc przysiadłem i dokleiłem ostatnie detale. Mimo nieco uproszczonego charakteru modelu, było trochę zabawy typu: bez pęsety nie podchodź. W tej skali najmniejsze detale są zdecydowanie mniejsze od ramek wypraski i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie wycinania ich bez piłki z żyletki.

Dobra, bo się trochę rozpisałem i kto to będzie czytał?
Poniżej bohater w całej swej dziesięciocentymetrowej okazałości.
Fajnie, że skończony. :) Tak sobie teraz myślę, że może pomaluję go dla treningu najpierw. Skala mniejsza, ale kamuflaż ma prostszy niż Chi-Ha, a ja tak naprawdę jestem dopiero początkującym adeptem aerografu...

PS. W zasadzie planowałem inny wpis, dotyczący chaotycznych wydarzeń w moim warsztacie, które były powodem braku postępów nad Japończykiem. Coś tam się jednak działo. Postaram się napisać o tym za kilka dni. Do następnego!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zrodzony z chaosu, czyli skąd ten I-Go?

Stuartomania